Wszystkim
moim szanownym czytelnikom winien jestem odpowiedź
na wiele głosów i komentarzy pod moim felietonem o
niezrozumieniu rekonstrukcji hitlerowców. Muszę przyznać, że
chciałem odczekać chwilę, gdy gorące głowy ostygną, a ja sam,
po niektórych komentarzach, złapię oddech i równowagę (pełen
zrozumienia i tolerancji). Czas
ten nadszedł z chwilą gdy mądrą i rzeczową dyskusję
podjął Grzegorz Antoszek zwany Mołdawem, którego tekst będzie
dla mnie podstawą do odpowiedzi. Z góry przepraszam, Mołdawa, że
nie potraktuję odpowiedzi bardziej personalnie i że nie przyjmę
konwencji „Proszę Pana”, ale jako kolega rekonstruktor pozwolę
sobie przejść na Ty, co i
Jemu proponuję
(jako prawdopodobnie starszy).
Na
początku muszę się odnieść do pełnego niezrozumienia moich
intencji przez część czytelników.
Jeden mój znajomy mówi, że
to moja wina, bo tekst zbyt inteligentny, ale ja tak nie uważam, po
prostu zbyt słabo zaznaczyłem, że NIE nienawidzę rekonstruktorów
jednostek niemieckich rzeszy
z numerem trzy. Z góry przepraszam za duże litery, ale kilku moim
znajomym rekonstruktorom musiałem tłumaczyć, że nie nienawidzę
ich personalnie. Tym razem nie chcę pozostawić żadnych
wątpliwości.
Należę
do grona ludzi, która potrafi, nie rozumiejąc nawet do końca
ludzkich intencji, oceniać ludzi raczej po ich działaniach, słowach
itp. Pozwalam im robić to co
robią, zostawiam sobie ocenę gdy ich działanie nie czyni szkody
innym, a w naszym wypadku także historii. Wiedzą o tym
dobrze moi koledzy ze stowarzyszenia odtwarzający postacie FJ-otów.
Co nie przeczy temu, że gdy mam wątpliwości i czegoś nie rozumiem
pytam i dociekam, protestuję gdy coś mnie uwiera. Stąd felieton i
rekofelietony jako takie.
Druga
ważna uwaga dotyczy sprawy, ślady której można znaleźć także w
tekstach Mołdawa. Armię hitlerowską i czerwoną traktuję
podobnie.Odnoszę się przede wszystkim (choć nie tylko odniesienia
do tej drugiej armii można znaleźć w felietonie) do Niemców
dlatego, że jako rekonstruktor aliancki rzadko spotykam się z
rekonstruktorami Armii Czerwonej.
Wracam
do tekstu Mołdawa, na który odpowiem, starając się w ten sposób
odpowiedzieć wszystkim komentatorom z bloga, Facebooka i kilku
forów, którzy mojemu felietonowi poświęcili swój czas i uwagę
(odpowiedź Mołdawa znajdziecie w częściach pod poprzednim
felietonem).
Na
początku pozwolę sobie dokładnie odpowiedzieć na konkretny
cytat:
„pozwolę sobie wyrazić swój sprzeciw wobec oczerniania
rekonstruktorów strony niemieckiej. Uważam, że Pańskie podejście
jest stronnicze i nieprzemyślane, a ponadto podszyte nie do końca
przeze mnie zrozumiałymi uprzedzeniami”.
Ani
moją intencją nie było, ani w felietonie nie można znaleźć
elementów oczerniania kogokolwiek. Oczywiście, że moje
podejście jest stronnicze - taka jest bowiem formuła felietonu.
Przypisanie zaś mi nieprzemyślenia sprawy zakrawa na... oczernianie
(to oczywisty mój żart, oczywiście). Może racją jest to, że
jestem uprzedzony, ale moje uprzedzenie tłumaczę tym, że należę
do obywateli kraju, który w wojnie wywołanej przez
Niemców/Hitlerowców stracił 6 mln obywateli i niepodległość na
50 lat!
Do
rzeczy.
Kolejną
rzeczą, którą Mołdaw zdajesz się poruszać szczególnie, jest
rozróżnienie dobrego WH i złej SS (tu się przynajmniej zgadzamy).
Wg mnie Wermacht nie był armią apolityczną, to dzięki armii Adolf
Hitler tak naprawdę doszedł do władzy. To dowódcy armii
zaproponowali przyjęcie symboliki nazistowskiej i przysięgi na
wierność przywódcy nazistowskiego państwa. To armia była głównym
narzędziem polityki Hitlera i dokonywała pierwszych zbrodni
wojennych. Kolejnych również, także poprzez pomoc i bierne
przyglądanie się zbrodniom SS i oddziałów paramilitarnych.
Dlatego właśnie pozwalam sobie na nazywanie odtwarzanych przez
rekonstruktorów jednostek niemieckich postaci – Hitlerowcami.
Stanowisko, które prezentujesz powoduje, że
część młodszych rekonstruktorów pozwala sobie na
niezauważanie tej niewygodnej
historii ich postaci. Dodatkowo jest ono bliskie powojennej
tendencji do zrzucania całej odpowiedzialności na SS, która, całe
szczęście została zweryfikowana przez wielu historyków.
Jako
przykład proponuję historię: na jednej z grup facebookowych, na
której rekonstruktorzy prezentują postaci historyczne,
zaprezentowano postać banderowca. Jeden z uczestników dyskusji
zaprotestował przeciwko
odtwarzaniu tej postaci, tymczasem, gdy zadałem sobie
trud by to sprawdzić, okazało się, że ów rekonstruktor kilka dni
wcześniej „polubił”, bez zastrzeżeń, postać dirlewangerowca.
Nie chcąc doszukiwać się głębszych intencji tłumaczę to sobie
tak – zbrodnie banderowców są na porządku medialnym, by znać
zbrodnie dirlewangerowców trzeba trochę liznąć historii, a nie
skupiać się tylko na zdjęciach.
Ważne
– nigdzie nie nazywam odtwórców Hitlerowcami, tak jak nie
przychodzi mi do głowy nazywać siebie Kanadyjczykiem, ale nadal
będę tak nazywał odtwarzane przez nich postacie.
Mołdaw,
dziękuję za dobre słowo dotyczące mojej amatorskiej klasyfikacji
intencji rekonstruktorów niemieckich. Podobnie tak jak Ty pozwolę
sobie skomentować Twoje komentarze ;-) (wiem, ze w poważnym tekście
nie powinno być emotikonów, ale czasami warto dopełnić wyraźną
intencję zdania – dla powszechnego zrozumienia).
Rzeczywiście
grup odtwarzających armię niemiecką, w porównaniu z innymi razem
wziętymi jest dość równo.
Gdy jednak porównamy ilość grup „niemieckich” do
jakiejkolwiek innej, konkretnej nacji, czy armii to już proporcja
nie jest tak oczywista. Może „wrześniowcy” polscy?
To
prawda nie mam żalu do Finów, Rumunów, Włochów itp. za drugą
wojnę światową (właściwiej byłoby napisać o „mniejszym
żalu”, bo jednak byli sojusznikami Hitlera), ale to może dlatego,
że żadna z tych nacji nie miała na celu zniewolenia Polski i
Polaków, nie zbudowała na terenie mojego kraju obozów
koncentracyjnych by przemysłowo mordować jego obywateli i nie
tylko.
Kluczowe
dla mojego „niezrozumienia” jest właśnie to, że wg mnie wybór
pomiędzy postacią Polaka, Kanadyjczyka, Amerykanina, a Niemca czy
żołnierza Armii Czerwonej nie jest tak prosty jak między
„pączkiem, czy ciastem”. Wiele powyższych zdań tłumaczy
różnicę.
A
z altruizmu, jako argumentu usprawiedliwiającego rekonstrukcję
żołnierzy hitlerowskich, zawsze się będę śmiał. Dlaczego? Bo
jest to argument nieprawdziwy i tak go będę pojmował dopóki nie
znajdzie się choć jeden rekonstruktor, który szczerze (nie z
przekory) powie mi, że wydaje tysiące złotych tylko dlatego żeby
moi koledzy mieli z kim walczyć na inscenizacjach.
Jeśli
zadajesz pytanie o rekonstruowanie zdrajców Polski, a samo pytanie
może zdradzać Twoje poglądy, to tym bardziej mogę nie rozumieć
Twojej obrony rekonstruktorów „niemieckich”. Choć nie, przecież
Niemcy nie zdradzili Polski! ;-)
„I
czemu Pan rekonstruuje sylwetkę kapłana? Bo brzydzi się Pan
zabijania?”.
Nie
rozumiem intencji pytania, ale mogę na nie odpowiedzieć. Jestem już
starszym człowiekiem, do tego grubym, a moja grupa odtwarza
spadochroniarzy. Wydawało mi się, że postać kapelana, pełniącego
również funkcję sanitariusza, będzie mniej karykaturalna niż np.
strzelca spadochronowego. Dodatkową motywacją, choć przyznaję przyszła później,
jest historia i rola kapelanów, absolutnie nie do przecenienia. No i
w życiu wystrzeliłem już swoje.
„2. Wielbiciele techniki
i ładnych uniformów”.
Sam przyznajesz, że wybór i
preferencje co do „urody” narzędzi zabijania i jakości, czy
uniformów są bardzo osobiste. Też tak uważam, nie można obarczać
narzędzi wojny sprawianymi przez ich użytkowników czynami. Nie
będę dyskutował o wyższości tego czołgu nad tamtym, czy
historii tego czy tamtego karabinu. Podziwiam kolekcjonerów, którzy
zbierają różne rodzaje uzbrojenia i muzea, w których można
znaleźć broń wszystkich stron konfliktu.
Moją
intencją było jednak spojrzenie nie na broń, a na jedną z
motywacji odtwarzania żołnierzy hitlerowskich. Wg mnie
niezrozumiałe jest stwierdzenie - „będę odtwarzał Niemca, bo
mieli fajne mundury”, a wierz mi kilkakrotnie ten argument padał
jako pierwszy. Naprawdę, przy całym ciężarze historii, która
związana jest z armią III Rzeszy, argument ten wydaje mi się
potwornie miałki i niezgodny z ideą rekonstrukcji historycznej.
Stąd później bierze się rekonstrukcja oparta na zdjęciach a nie
na książkach, no chyba że owe zawierają obrazki, co wg mnie jest
jednym z największych grzechów rekonstrukcji (także po stronie
alianckiej).
„...Słów
"że gdyby ta broń była doskonalsza, to wielu Polaków nie
byłoby dzisiaj na świecie..." po porostu nie będę
komentował. Są infantylne i nie pasują do obrazu człowieka
dorosłego i niewątpliwie inteligentnego”.
Drobna
uwaga osobista: jeśli twierdzisz, że nie będziesz komentował, to
postaraj się, żeby już następne zdanie nie było komentarzem. Do
owego komentarza – czyżby to komentowane zdanie nie było
prawdziwe? Naprawdę przecież jest tak, że gdyby Hitlerowcom wyszło
kilka wynalazków, to wojna skończyłaby się inaczej - wszystko
wskazuje na to że, co ciekawe,
jeszcze gorzej dla Polski.
„3. Zwykli
żołnierze”
Jednym z argumentów podnoszonych przez
rekonstruktorów niemieckich, przyznam że to mój ulubiony, jest ów,
że „Alianci też mordowali”. Jeden z internautów wykazał się
nawet zdumiewająco szczegółową listą owych zbrodni. Zgadza się,
ale proponuję, nie usprawiedliwiając owych okrutnych naruszeń
prawa, rozróżnić rozstrzelanie SS-manów z załogi wyzwolonego
obozu koncentracyjnego, jeńców pojmanych w potyczce, w której
zabito „naszych” żołnierzy, od masowej eksterminacji ludności
cywilnej, planowanemu wyludnianiu terenów zajętych przez armię,
stosowaniu odpowiedzialności zbiorowej za ataki podziemia. Ja widzę
różnicę. Aż zanadto wyraźną.
Jedyną
rysę na owej różnicy są wspomniane dywanowe naloty na niemieckie
miasta. Absolutnie terrorystyczne, także w mojej ocenie, w drugim
okresie wojny.
„4.
Historycy”
Chciałbym
wyraźnie czuć refleksję wobec odtwarzanych żołnierzy
niemieckich, która pozwoliłaby mi uwierzyć, że owe „utożsamianie
się” z odtwarzanymi żołnierzami nie idzie za daleko. Pozwolę
sobie do tego wrócić pod tekstem, żeby nie mieszać w naszej
dyskusji.
„Piwo
w mundurze”
Nigdzie
w moim tekście nie znalazłem nawet fragmentu, który negował by
noszenie munduru niemieckiego na dioramie czy na terenie inscenizacji
po jej trwaniu. Wg mnie podstawowym celem rekonstrukcji historycznej
jest jej rola edukacyjna. Jesteśmy takimi „ruchomymi muzeami” i
temu służą inscenizacje i dioramy. To oczywiste, że ktoś będący
częścią dioramy jest jej... częścią. Kłopot rodzi się wtedy
gdy ów rekonstruktor ma do powiedzenia tyle co kot napłakał, czyli
niewiele więcej niż o swoim mundurze i broni. Źle, gdy jest to
rekonstruktor „aliancki”, ale gdy jest to rekonstruktor
„niemiecki”, to wg mnie grzech (pozwalam sobie na to słowo jako
rekonstruktor kapelana ;-)) śmiertelny.
A
radosne piwko w mundurze SS-mana poza terenem inscenizacji, gdzieś w
miasteczku w kawiarni to zawsze wygląda na prowokację i
bezmyślność. Do tych, którym wydaje się, że nie wiem jak jest w
Łabiszynie – wiem, że na sobotę całe miasteczko zostaje areną
inscenizacji i rekonstrukcji, tam naprawdę panują inne prawa. Wiem
także, że np. Strefa Militarna w Podrzeczu w regulaminie umieściła
zakaz wychodzenia w umundurowaniu sygnowanym znakami nazistowskimi
poza teren Zlotu.
„Uważam, że nie odpowiedział Pan
na pytanie postawione w tytule. Zostawił Pan kwestię
niedopowiedzianą, na końcu posługując się ponownie argumentem
emocjonalnym”.
Są
pytania, na które nie trzeba odpowiedzi, ale na to tytułowe akurat
padła.
Oczywiście
mogą one nie być łatwe, w związku z tym pozwolę sobie na
streszczenie:
Dlatego,
że argument o altruizmie wydaje mi się nieprawdziwy;
argument
o fascynacji mundurem i sprzętem wydaje mi się błahy w porównaniu
z ciężarem historii;
argument
o odtwarzaniu „zwykłych żołnierzy”, mimo że najbardziej
trafny, podobnie jak ten z fascynacją nie jest zbyt silny, tym
bardziej, że nawiązuje do tłumaczeń hitlerowskich po wojnie;
padający
argument, bardzo częsty w odpowiedziach na Facebooku, „a Alianci
też mordowali”, przy całej swojej prawdziwości, jako odpowiedź
na pytanie „dlaczego?” jest... nierozsądny.
Twój
kolejny ważny argument - nie, nie znamy różnych relacji, też znam
te historie gdy świadkowie historii dziękują
rekonstruktorom jednostek niemieckich. Sam byłem świadkiem paru
takich spotkań. Weterani różnych stron spotykają się ze sobą i
przyjaźnią. Jednak różnica między nami a nimi jest taka, że Oni
mają prawo wybaczać swoim przeciwnikom, czy dawnym wrogom, my
powinniśmy patrzeć szerzej i oceniać nie tylko dzielnego kapitana
Millera, a niemiecką armię. A podziw dla jej sprawności i
dzielności nie może nam wypaczać oceny, bo rekonstrukcja
historyczna to nie tylko modelarstwo w skali 1:1, ale przede
wszystkim edukacja i odtwarzanie historii.
Argument
o tym, że źle oceniają rekonstrukcję Niemców ludzie wychowani w
PRL, poddani indoktrynacji sowieckiej może spowodować, że mój
przyjaciel Globus (zły brat) może dać Ci w mordę (żart, no i powinno być łagodniej "w twarz", ale przyznasz, że co morda to morda).
Mołdaw:
ja nie neguję rekonstrukcji jednostek niemieckich i potrafię
znaleźć rozsądne odpowiedzi na swoje własne pytanie. Zobacz
jednak jak na owo pytanie
odpowiedzieli członkowie społeczności internetowo –
rekonstrukcyjnej, ile było próby rzeczowej odpowiedzi na stawiane
tezy, a ile zacietrzewienia, błahych i miałkich argumentów, ile
pokazania słabej znajomości historii. O ile te cechy można znaleźć
u wszystkich rekonstruktorów, o tyle u rekonstruktorów
„trudniejszych” tematów „ciemnej strony mocy” można
oczekiwać większej refleksji i znajomości historii.
Bardzo
Ci dziękuję za wyczerpującą wypowiedź i mam nadzieję, że
powyższy tekst stanowi w miarę
pełną odpowiedź. Jednak proponuję naszą ew. dyskusję
przenieść o poziom wyżej i byś swoją ew. polemikę próbował
napisać tak, by nie punktować kolejnych sformułowań, co
niniejszym również obiecuję.
Zubek
Ps
1. Trochę wyrzucone za nawias tekstu, ale ważne przeprosiny dla
tych, którym trudno czytało się powyższe zdania oparte na tekście
Mołdawa. Czasami pewnie wymagało to spojrzenia na jego odpowiedzi
na mój poprzedni felieton. Przepraszam, ale taka forma była dla
mnie łatwiejsza.
Ps
2. Dopiero teraz pomyślałem, że Mołdaw mogłeś poczuć się
urażony narzuconą formą „tykania”, bądź pewny pełnego
szacunku jakim Cię darzę, a forma taka wydawała mi się prostsza.
Wydaje mi się także, że w tym
małym świadku rekonstrukcyjnym się znamy.
Ps
3. Tym którzy dopatrują się w moich przemyśleniach i
wątpliwościach drugiego dna i ukrytych intencji oświadczam co
następuje: nazywam się Arkadiusz Bojarun (zwany Buncolem lub
Zubkiem) i podawane w moim blogu przemyślenia, wnioski itd. stanowią
moje własne myśli wynikające m.in. z wielu rozmów prowadzonych z
ludźmi. Jeśli przedstawiam zdania innych osób, czynię to wyraźnie
cytując ich z nazwiska lub podając jako konkretne osoby (znajomych,
rekonstruktorów, przyjaciół) gdy nie mam zgody na ujawnienie ich
tożsamości. Nie mam żadnych ukrytych intencji, nie chcę nikogo
specjalnie pognębić, ani dotknąć. Jeśli ktoś czuje się urażony
konkretnymi sformułowaniami z chęcią podejmę polemikę, gdy
trzeba przeproszę.
Tym,
którzy uważają, że moje publikacje są złe, szkodliwe itp.
informuje, że nie można odpowiedzialnością za nie obarczać np.
moich kolegów ze stowarzyszenia, chyba, że stosujemy
odpowiedzialność zbiorową, podobnie jak opisywane reżimy ;-)
I
na koniec - lubię „hejterów” i nie mam nic przeciwko nim, pod
warunkiem, że nie zabijają rzeczowej dyskusji. Lubię gdy konkretne
„hejty” pozwalają mi poznać z zupełnie innej strony kolegów
rekonstruktorów.
Ps
4. Ważne i na poważnie. Znów specjalnie wyrzucone za margines
właściwego tekstu. Gdy pisałem pierwszy felieton przed oczami
stawała mi czasami konkretna grupa odtwarzająca SS, która w swych
działaniach rekonstrukcyjnych szła stanowczo za
daleko. Ich utożsamianie się z odtwarzanymi postaciami stało się
zbyt głębokie i nie jest to tylko moje zdanie. Ale nie
chciałem pisać o tym konkretnym przypadku, choć bez wątpienia
byłby to dobry argument. Jednak tylko jeden.
Gdy
jednemu z moich rekonstrukcyjnych towarzyszy, którego nigdy nie
widziałem w innym niż niemiecki mundurze, powiedziałem „przecież
wiesz, że jest taka grupa, która w utożsamianiu się idzie za
daleko”, odparł, że zna co najmniej takie dwie. A to pozwala mi
zadać pytanie: Drodzy Panowie rekonstruktorzy czy naprawdę nie
znacie takich naszych kolegów, którzy przy odtwarzaniu żołnierzy
niemieckich III Rzeszy idą o krok, lub nawet parę kroków za
daleko? Czy nie uważacie, że tolerowanie takich przypadków może
spowodować poważne kłopoty dla całego ruchu rekonstrukcyjnego?
z.
Zdjęcie: bez zdjęcia, bo teraz to już boję się, że umieszczenie czyjegoś wizerunku pod takim "oszczerczym" felietonem może urazić uczucia nawet dobrego znajomego.